Hania bała się obiektofilii nie ze względu na fakt, że przypadłość ta skazuje na wieczne niespełnienie i zmusza do szukania szczęścia w świecie ulotnych fantazmatów. Bała się jej ze względu na nazwę. Nazwa obiektofilia jest straszna. Szczególnie, ma się rozmieć, jej druga część, przywołująca nie bez kozery wszelkie możliwe zoofilie, pedofilie i inne paskudztwa. Pierwsza część też jest brzydka przez swój techniczny wydźwięk, który nijak się ma do piękna kościoła Wizytek. Istnieje zresztą podejrzenie, że wszystkie nazwy są beznadziejne, kłamliwe, podłe i zupełnie nieprzystające do tego, co ma się za nimi kryć. Swoją drogą, akurat określenie „coś się kryje za nazwą” wydaje się jak raz wyjątkowo trafne. Siedzą one schowane, przykucnięte, te rzeczy, starannie przykryte swoimi nazwami, które bronią do nich dostępu.
Lepsze już są nazwy chrapliwe i zgrzebne, takie jak na przykład „ci co ogród mają w piece” albo „mam swoje łóżko, nakarmią mnie, opiorą”, które niczego nie przykrywają, a za to wiele odsłaniają.

Agata Sobczyk urodziła się w 1966 roku w Toruniu.
Wydała dwie minipowieści: „Bubę w  Belleville” (2007) i „O miastach i innych miejscach” (2010) oraz zbiór krótkich tekstów „Opowiadania o  pogodzie” (2012).